Grzegorz Kamiński

Wyobraźnia nie może nas ograniczać

I po bólu…

2

Żeby była jasność – słowa, którymi rozpocząłem ten wpis, nie należą do mnie. Tak odezwał się do nas ksiądz po tym jak wypowiedzieliśmy już słowa przysięgi.

Jak pisałem poprzednio – nerwów nie było wcale. W sobotę, zgodnie z planem o 12.30 wyruszyłem do Chełma. Kwiaty oraz prezenty dla rodziców zdążyłem jeszcze zawieźć do domu weselnego a o 15.30, już przebrany, podjechałem pod dom Asi. Na miejscu czekali na mnie jej kuzyni, przegradzając drogę i żądając wymiany butelek na wódkę. Nastąpiło tradycyjne targowanie się. Muszę przyznać, że burza „odrobinę” mi pomogła, jako że siedziałem w suchym samochodzie. Chcąc nie chcąc musieli opuścić proponowaną cenę. Jednak, żeby nie było – w trakcie wesela dodałem im jeszcze od siebie trochę wódki. Mówiąc szczerze – współczuję im. Ulewa była wtedy straszna. Po powrocie do domu dosłownie ociekali wodą.

Błogosławieństwo wspominam bardzo miło. Był załamujący się ze wzruszenia głos (rodziców), były uśmiechy. Nikt już nie zwracał uwagi na deszcz.

Ten ostatni jakby osłabł i w momencie, gdy dojechaliśmy do kościoła – przestał padać.

Przyznam się szczerze, że myślałem iż mszy nie będę pamiętać. A jednak 🙂 Kazanie było piękne – proboszcz nawiązał między innymi do pogody oraz słów o przyjaźni, które wypowiedział Wańkowicz. Jakby na potwierdzenie tego co zostało wypowiedziane, w pewnym momencie zgasło światło a po chwili dało się słyszeć grzmot.
Nie sprawdziły się również moje obawy odnośnie ślubowania. Patrząc się w oczy Asi wypowiedziałem bezbłędnie słowa przysięgi. Również i ona nie pomyliła się – jedynie uśmiech rozjaśniał jej twarz.

Czy muszę wspominać, że pierwszy taniec na weselu był taki, jaki miał być? Co prawda zmieniliśmy odrobinę układ, w stosunku do wyćwiczonego, ale było to wymuszone suknią i welonem Asi. Samo wesele było już cudowną zabawą. Co prawda nie miałem możliwości by zbyt dużo posiedzieć, czy pojeść ale… coś się udało 😉 Szczerze muszę więc przyznać że właściciel domu weselnego mówił szczerą prawdę – jedzenia było mnóstwo i  było pyszne. Jako, że wszystko co zostało mogliśmy wziąć, to w niedzielę udało mi się paru smakołyków spróbować. Mój osąd nie jest jedyny – chyba nie zdarzyło się aby ktoś narzekał na jedzenie.

Jak jest dobrze, to już ze wszystkim. Do dzisiaj zbieram pochwały za wyszukanie świetnego zespołu weselnego. Jakby ktoś szukał, to namiary na D.M.T. z czystym sumieniem mogę przekazać. Zarówno pod względem muzycznym, jak i organizacyjnym – byli świetni. Nawet udało im się zaskoczyć mnie z zabawą oczepinową.

Podsumowując – ślub i wesele to były niezapomniane chwile. Tym większa radość, że od soboty mogę nazywać żoną tą kobietę, przy której chcę się zestarzeć.

2 komentarze

So, what do you think ?