
Seria Rebekki Yarros to jedna z najgłośniejszych książek fantasy ostatnich lat, ale w tej recenzji patrzę na nią inaczej niż większość czytelników. Romans, wokół którego kręci się cała dyskusja w sieci, w zasadzie pomijałem. Ocenę opieram na tym, co mnie w tych książkach naprawdę wciągnęło: na świecie, smokach i klimacie, który przypomina klasyczne heroic fantasy.
O czym jest seria
Akcja toczy się w królestwie Navarry, które od lat prowadzi wojnę z sąsiednim Poromielem. Elitą armii są jeźdźcy smoków szkoleni w Akademii Wojskowej Basgiath. Szkoła jest bezlitosna, a wielu kadetów nie dożywa jej ukończenia. Główna bohaterka, Violet Sorrengail, miała zostać skrybą i zajmować się książkami. Wbrew swojej woli trafia jednak do kwadrantu jeźdźców, gdzie musi przetrwać wśród silniejszych od siebie kadetów i zdobyć akceptację smoka.
Po polsku seria ukazuje się pod nazwą „Empireum”. Do tej pory wyszły trzy tomy powieści oraz zbiór opowiadań oznaczony jako tom 3.5. Polskie wydanie zbioru ukazuje się 28 października 2026 roku. Jeszcze go nie czytałem, więc ta recenzja obejmuje tylko trzy powieści.
| Tom | Polski tytuł | Punkt wyjścia (bez spoilerów) |
|---|---|---|
| 1 | Czwarte Skrzydło | Pierwszy rok w Basgiath i walka o przetrwanie wśród kadetów |
| 2 | Żelazny płomień | Kolejny rok w akademii i odkrywanie, że historia królestwa nie jest taka, jak ją uczono |
| 3 | Onyksowa burza | Akcja wychodzi poza mury szkoły, a stawką staje się los całego kontynentu |
| 3.5 | Threshing Day. Dzień Odsiewu | Zbiór 13 opowiadań o bohaterach serii i ich smokach, często z perspektywy postaci drugoplanowych |
Nie wszystkie tomy wypadają równo. Najsłabiej oceniam „Onyksową burzę”, która podobała mi się najmniej z całej trójki.
Najbardziej przeszkadzało mi w niej przeskakiwanie między wyspami. Bohaterowie przenoszą się z jednego miejsca do drugiego, a każda kolejna wyspa to nowe otoczenie, nowe postacie i nowe zasady. Zamiast poczucia, że świat się poszerza, miałem wrażenie, że historia rozbija się na epizody, z których niewiele zostaje w pamięci. Po zwartych i intensywnych pierwszych tomach ten rozpad wyraźnie osłabił tempo i napięcie.
Świat i klimat: heroic fantasy w nowym wydaniu
To, co najbardziej przyciągnęło mnie do tej serii, to klimat. Czyta się ją jak dawne książki heroic fantasy, w których liczyły się odwaga, miecz, smok i wielka wojna gdzieś na horyzoncie. Yarros nie stara się tego gatunku wymyślać na nowo. Bierze jego klasyczne składniki i łączy je z tempem współczesnej powieści.
Smoki z charakterem
Smoki to najmocniejszy element całej serii. Nie są tu posłusznymi wierzchowcami ani magicznymi zwierzętami do jazdy. To dumne, inteligentne i często złośliwe istoty, które same wybierają jeźdźców i nie wahają się zabić tych, których uznają za niegodnych. Więź między smokiem a jeźdźcem daje jeźdźcowi wyjątkową moc, ale też sporo kosztuje. Rozmowy Violet z jej smokami należą do najzabawniejszych i najlepszych fragmentów książek.
Czytając, często myślałem o klasyce gatunku, w której jeźdźcy smoków byli symbolem odwagi i honoru. Yarros dodaje do tego motywu brutalność i poczucie realnego zagrożenia.
Kto czytał kiedyś cykl o Pern Anne McCaffrey albo „Eragona”, od razu poczuje się tu jak w domu. Motyw więzi człowieka ze smokiem jest stary jak gatunek, ale Yarros dobrze go wykorzystuje. Smok nie jest tu nagrodą za odwagę, tylko partnerem z własnym zdaniem, który potrafi zbesztać swojego jeźdźca jak surowy nauczyciel.
Akademia, w której można zginąć
Basgiath to szkoła wojskowa w najbardziej dosłownym znaczeniu. Kadeci giną podczas ćwiczeń, w pojedynkach i z rąk innych kadetów. Już pierwsza próba, przejście po wąskim murze nad przepaścią, pokazuje, że autorka nie zamierza nikogo oszczędzać. Każdy kolejny sprawdzian ma realną stawkę, dzięki czemu napięcie nie spada przez cały pierwszy tom.
Akademia ma swój własny kodeks, hierarchię i rytuały. Kadeci są podzieleni na skrzydła i oddziały, starsze roczniki dowodzą młodszymi, a regulamin pozwala na rzeczy, które w prawdziwej szkole byłyby nie do pomyślenia. To połączenie wojskowego drylu z magią i smokami tworzy klimat, który trudno pomylić z czymkolwiek innym. Przypomina trochę „Grę Endera”, tylko zamiast symulacji są prawdziwe smoki i prawdziwe groby.
Bohaterka, która nie jest najsilniejsza
Violet od początku jest na straconej pozycji. Jest drobna, łatwo odnosi kontuzje i nie może wygrać siłą. Musi polegać na sprycie, wiedzy z książek i umiejętności obserwacji. To odświeżająca odmiana po bohaterach, którzy od pierwszych stron są niepokonani. Kibicowałem jej, bo jej sukcesy są wypracowane, a nie podarowane.
Świat, który ma swoje tajemnice
Z każdym tomem okazuje się, że oficjalna historia Navarry ma wiele dziur, a wojna z Poromielem nie jest tak prosta, jak uczono kadetów. Pojawiają się nowe zagrożenia i nowe miejsca, a mapa świata wyraźnie się poszerza. Właśnie ten wątek polityczny i odkrywanie prawdy o świecie sprawiły, że sięgałem po kolejne tomy.
Świat budują też drobiazgi. Rozdziały często otwierają fragmenty kronik, listów i podręczników ze świata Navarry. Na początku wyglądają jak ozdobnik, ale z czasem zaczynają mówić więcej, niż się wydaje, i warto czytać je uważnie. To klasyczny zabieg dobrego fantasy, który tutaj sprawdza się bardzo dobrze.
Styl: współczesny głos w starym świecie
Jedno trzeba wiedzieć przed lekturą: język tej serii jest bardzo współczesny. Bohaterowie mówią jak dzisiejsi dwudziestolatkowie, przeklinają i żartują w sposób, który raczej nie pasuje do średniowiecznych realiów. Dla jednych to zaleta, bo tekst czyta się szybko i lekko. Dla mnie był to kontrast z klimatem heroic fantasy, do którego się przyzwyczaiłem, ale tempo i lekkość prozy sprawiają, że kolejne strony po prostu przelatują.
Tom po tomie
Czwarte Skrzydło jest najbardziej zwartym tomem serii. Cała akcja dzieje się w akademii i obejmuje jeden rok nauki, więc historia ma wyraźny początek, środek i koniec. Kolejne próby, które muszą przejść kadeci, nadają jej rytm i nie pozwalają się nudzić. Zakończenie potrafi zaskoczyć i od razu sprawia, że chce się sięgnąć po kontynuację.
Żelazny płomień jest dłuższy i bardziej polityczny. Akademia wciąż jest ważnym miejscem akcji, ale coraz większą rolę odgrywają tajemnice królestwa i pytanie, komu można ufać. To tom, w którym świat najbardziej się poszerza, a stawka rośnie z każdym rozdziałem.
Onyksowa burza najmniej przypadła mi do gustu, o czym piszę wyżej. Przeskakiwanie między wyspami rozbija historię na epizody i odbiera jej rozpęd, który miały poprzednie tomy. Szkoda, bo sam pomysł poszerzenia mapy świata był obiecujący.
Romans i sceny erotyczne, czyli co pomijałem
Trzeba to powiedzieć uczciwie: dla wielu czytelników romans jest najważniejszą częścią tej serii. Dla mnie był przeszkodą. Wydawca promuje książki jako romantasy, czyli połączenie fantasy z romansem, i trzeba wiedzieć, na co się decyduje.
Sam wątek miłosny to dla mnie kolejna klisza. Biedna, wrażliwa bohaterka zakochuje się w mrocznym, niebezpiecznym „złym chłopaku”, o którym wszyscy mówią, że chce ją zabić. To schemat znany z dziesiątek romansidł i tutaj niewiele do niego dodano. Fragmenty skupione na relacji bohaterów po prostu przeskakiwałem.
Podobnie było ze scenami erotycznymi. W mojej ocenie są w tej historii zbędne. Nie popychają akcji do przodu, nie mówią nic nowego o postaciach i nie wnoszą niczego do świata. Czasem wywoływały raczej zażenowanie niż emocje. Dobrze, że da się je pominąć bez utraty wątku, ale szkoda, że zabierają miejsce, które można było poświęcić smokom i polityce.
Najważniejsze jest jednak to, że po pominięciu tych fragmentów wciąż zostaje solidna historia fantasy. To świadczy na korzyść serii: jej fundament jest mocniejszy, niż sugeruje marketing.
Dla kogo jest ta seria
Najwięcej przyjemności da tym, którzy lubią romantasy i szukają emocjonalnej historii miłosnej osadzonej w fantastycznym świecie. Dla nich to pozycja obowiązkowa.
Może się jednak spodobać także czytelnikom, którzy, tak jak ja, tęsknią za klasycznym heroic fantasy pełnym smoków, bitew i wojskowego drylu. Trzeba tylko zaakceptować, że romans jest nieodłączną częścią tych książek, i nauczyć się przewracać niektóre strony nieco szybciej. Ze względu na sceny erotyczne i brutalność to seria dla dorosłych czytelników.
Werdykt
„Czwarte Skrzydło” i jego kontynuacje to seria z dwiema twarzami. Jedna to sztampowy romans z „złym chłopakiem” i zbędnymi scenami erotycznymi, które mnie nie przekonały. Druga to wciągająca opowieść o smokach, brutalnej akademii wojskowej i świecie pełnym tajemnic, w której czuć ducha dawnego heroic fantasy.
Dla tej drugiej twarzy warto po tę serię sięgnąć. Jeśli tak jak ja szukasz w fantasy przede wszystkim świata i przygody, możesz się przy niej świetnie bawić. Wystarczy przymknąć oko na to, co w niej najgłośniejsze.