Wyobraźnia nie może nas ograniczać

Grzegorz Kamiński


Vivo per lei 0

Posted on Maj 14, 2009 by Grzegorz Kamiński

Są piosenki, które potrafią poruszyć. Szukając czegoś na pierwszy taniec trafiłem na piękny utwór, którego autorem jest Andrea Bocelli. O czym opowiada możecie wywnioskować z tekstu. Poniżej zamieszczam wersję oryginalną i angielskojęzyczną. “Vivo per lei” uznaję oficjalnie za jeden z najlepszych utworów, jaki dane mi było słuchać. Dlaczego – sprawdźcie sami.

VIVO PER LEI
V. Zelli / M. Mengali / G. Panceri

Vivo per lei da quando sai
La prima volta l’ho incontrata,
Non mi ricordo come ma
Mi entrata dentro e c’ restata.
Vivo per lei perch mi fa
Vibrare forte l’anima,
Vivo per lei e non un peso.

Vivo per lei anch’io lo sai
E tu non esserne geloso,
Lei di tutti quelli che
Hanno un bisogno sempre acceso,
Come uno stereo in camera,
Di chi da solo e adesso sa,
Che unche per lui, per questo
Io vivo per lei.

è una musa che ci invita
A sfiorarla con le dita,
Atraverso un pianoforte
La morte lontana,
Io vivo per lei.

Vivo per lei che spesso sa
Essere dolce e sensuale,
A volte picchia in testa una
un pugno che non fa mai male.

Vivo per lei lo so mi fa
Girare di citt in citt,
Soffrire un po’ ma almeno io vivo.

è un dolore quando parte.
Vivo per lei dentro gli hotels.
Con piacere estremo cresce.
Vivo per lei nel vortice.
Attraverso la mia voce
Si espande e amore produce.

Vivo per lei nient’altro ho
E quanti altri incontrer
Che come me hanno scritto in viso:
Io vivo per lei.

Io vivo per lei
Sopra un palco o contro ad un muro…
Vivo per lei al limite.
… anche in un domani duro.
Vivo per lei al margine.
Ogni giorno
Una conquista,
La protagonista
Sar sempre lei.

Vivo per lei perch oramai
Io non ho altra via d’uscita,
Perch la musica lo sai
Davvero non l’ho mai tradita.

Vivo per lei perch mi da
Pause e note in libert
Ci fosse un’altra vita la vivo,
La vivo per lei.

Vivo per lei la musica.
Io vivo per lei.
Vivo per lei unica.
Io vivo per lei.
Io vivo per lei.
Io vivo Per lei.

I LIVE FOR HER

I live for her, you know, since
the first time I met her.
I do not remember how, but
she entered within me and stayed there.
I live for her because she makes
my soul vibrate so strongly.
I live for her and it is not a burden.

I live for her too, you know,
and don’t be jealous:
she belongs to all those who
have a need that is always switched on
like a stereo in the bedroom,
to someone who is alone and now knows
that she is also for him; for this reason
I live for her.

She is a muse who invites us
to brush her with the fingers.
Through a piano
death remains far away;
I live for her.

I live for her who often knows
how to be sweet and sensual;
sometimes she stuns you but
it is a blow that never hurts.

I live for her. I know she makes me
travel from town to town
and suffer a little, but at least I live.

It is painful when she leaves.
I live in hotels for her.
It grows with supreme pleasure.
I live for her in the vortex.
Through my voice
it expands and produces love.

I live for her, I have nothing else,
and how many others I shall meet
who, like me, have written on their faces
“I live for her.”

I live for her
on a dais or against a wall
I live for her to the limit.
…also in a harsh tomorrow.
I live for her to the very edge.
Every day
a conquest;
the protagonist
will always be her.

I live for her because now
I have no other way out,
because, you know, music
is something I have truly never betrayed.

I live for her because she gives me
rests and notes with freedom.
If there were another life I’d live it,
I’d live it for her.

I live for her, music.
I live for her.
I live for her, she is unique.
I live for her.
I live for her.
I live for her.

Plateau – Najbardziej 0

Posted on Maj 06, 2009 by Grzegorz Kamiński

Tym razem mało moich wypocin. Wróciłem ostatnio do zespołu, którego dawno już nie słuchałem. Jak się okazało – źle robiłem. Plateau wydało nową płytę, na której znalazła się piosenka “Najbardziej”. Nie wiem jak Wam, ale mi bardzo pasuje – zarówno muzyka, jak i tekst. Ma w sobie coś, co sprawia że potrafię się zamyślić. Dobra, rozmyślania nad tą i innymi piosenkami kiedy indziej. Poniżej tekst i teledysk.

Po pierwsze to ja lubię być sam
Raz na jakiś czas zupełnie sam
Zupełnie sam
Wina smak w deszczowy i jesienny dzień
Zapach kawy gdy obudzisz mnie
Obudzisz mnie
Obudzisz mnie
Lubię gdy już usłyszę cię
Twoich kroków dźwięk gdy zbliżasz się
Gdy zbliżasz się
Gdy zbliżasz się

Najbardziej lubię patrzeć kiedy śpisz
I kiedy już pod wieczór pukasz do mnie
Mówisz – ja słucham
Najbardziej lubię gdy leżymy nago i
Gdy wieczorami deszcz uderza w szyby i
Mówisz- ja słucham cię

Muzyki dźwięk gdy ciemno już
Nasze zdjęcia co pokrył je kurz
Pokrył je kurz
Pokrył je kurz

Najbardziej lubię patrzeć kiedy śpisz
I kiedy już pod wieczór pukasz do mnie
Mówisz – ja słucham
Najbardziej lubię gdy leżymy nago i
Gdy wieczorami deszcz uderza w szyby i
Mówisz- ja słucham cię

Nauki przedmałżeńskie 1

Posted on Maj 03, 2009 by Grzegorz Kamiński

Nasłuchałem się opowieści znajomych o tym co dzieje się na naukach przedmałżeńskich i uznałem je za stratę czasu. Z tego powodu myśl, że muszę się na nie zgłosić jakoś nie nastrajała mnie pozytywnie. Aby zaoszczędzić czasu i uczęszczać na nauki razem z narzeczoną zdecydowałem się na płatne nauki przyspieszone. Rozwiązanie, wydawałoby się, idealne – dwa weekendy i po wszystkim. Na dodatek pewnie będzie jak na innych naukach – szybko i bezboleśnie.
Jakież było moje zdziwienie, gdy w sali w której miały odbyć się nauki, zebrało się ponad 50 osób. Jeszcze większym zdziwieniem było dla mnie to, że nie mogę liczyć na wcześniejsze zakończenie kursu – prowadzący naprawdę chcieli nam przekazać swoją wiedzę.

Na początku było dziwnie – przedstawianie się, jak w grupie AA, dzielenie na zespoły, prace domowe ;) i dyskusje. Szybko jednak się wciągnąłem i zacząłem z tych nauk korzystać. Dokładnie – korzystać. To, czego dowiedziałem się (do tej pory) zarówno od księży, jak i od osoby świeckiej dało mi trochę do myślenie i rozjaśniło pewne kwestie. Osoby prowadzące nie próbowały unikać ciężkich tematów a wręcz zachęcały d0 dyskusji. Poruszyliśmy zatem, między innymi, temat “cenników” w różnych parafiach. Jak łatwo można się domyśleć – dyskusja była burzliwa.

Przez te dwa dni spotkałem kilkadziesiąt osób, o całkowicie różnych charakterach i poglądach. Pomimo tego, że na początku większość jasno dawała do zrozumienia, że przyszła tu tylko po podpis to z późniejszych dyskusji wynika, że ich nastawienie zmieniło się. Myślę, że tak samo jak ja – chętnie przyjdą na dwa kolejne dni spotkań. Tak, moje nastawienie zmieniło się. Jestem zadowolony z tego, że nauki przedmałżeńskie są obowiązkowe i że nie biegam po różnych parafiach aby zdobyć podpisy, tylko poszedłem na te wyjątkowe nauki. Mówiąc szczerze – nawet żałuję, że trwają tak krótko. Gdyby trwały ten weekend dłużej udałoby się zapewne poruszyć jeszcze więcej interesujących, dla narzeczonych, tematów.

Góry moja miłość 1

Posted on Marzec 18, 2009 by Grzegorz Kamiński

Odnosząc się do tytułu, to żeby być uczciwym, muszę dodać że druga ;)
Ostatnie trzy dni spędziłem w Bieszczadach. Czasów na spacery było tyle, co kot napłakał, ale wystarczyło by poczuć tą wspaniałą atmosferę. Już w trakcie drogi widok pierwszych “pagórków” podziałał na mnie strasznie uspokajająco. Nic dziwnego, że nie mogłem oderwać od nich wzroku. Sam pobyt w górach pozwolił mi na przypomnienie sobie dlaczego tak chętnie do nich wracam. Pomijając oczywiście wrażenia estetyczne – góry pozwalają mi podładować akumulatory, wyciszyć się, odpocząć. To jedyne miejsce, w którym ciągle czuję wpływ przyrody na nasze życie. Tylko tam jest ona tak wszechobecna i majestatyczna.

Znowu wróciła mi chęć przeprowadzki. Tylko, czy gdybym zamieszkał wśród szczytów, dalej tak bym je postrzegał? Czy też zatęskniłbym za nizinami lub, o zgrozo, za morzem? Czy krajobraz morski, który teraz jest dla mnie monotonny, stałby się wtedy wytchnieniem? Mam nadzieję, że nie. Żeby żyć w górach, naprawdę trzeba czuć to przyciąganie. To, które sprawia że za każdym razem coraz trudniej jest mi wyjeżdżać. Stwierdziłem nawet, że idealna sceneria dla mnie, to domek w górach, dobre łącze do telepracy i kochająca kobieta przy moim boku.

No cóż… może kiedyś uda się ten domek w górach kupić ;)

Tymczasem dorzuciłem do galerii kilka zdjęć z ostatniego wypadu w okolice Soliny. Na dniach powinny pojawić się kolejne fotki.

Szkolenia dobre i złe 0

Posted on Marzec 15, 2009 by Grzegorz Kamiński

Szkolenia generalnie dzielą się na dobre i złe. Pierwsze skojarzenie przy tego typu podziałach to ilość wiedzy, jaka została nam przekazana. Nie oszukujmy się jednak, to nie jest wiarygodne źródło oceny. Nie ważne jak dobry jest wykładowca, to jakby się nie starał nie przeskoczy ograniczeń kursanta. Śmieszy mnie z tego powodu podejście osób, które jadąc na szkolenie wymagają od wykładowcy wtłoczenia im do głowy wszelkiej wiedzy – tego, czego sami nie byli w stanie nauczyć się przez kilka tygodni. Nie w tym jednak rzecz – wykładowca ma rozjaśnić wątpliwości, podać ciekawostki, zainteresować tematem. Na tym jednak jego rola się kończy. Czasami zdarzają się jednak na szkoleniu jednostki, które nie pozwalają prowadzącemu nawet na to.  Zadają setki pytań, nie do końca związanych z tematem przewodnim szkolenia. Pytania, na które odpowiedzi nie przyniosą grupie żadnych korzyści. Takie, które są budowane ściśle pod określone jednostki. Uwierzcie mi – takie osoby mogą być zmorą każdego szkolenia i dosyć szybko są przez całą grupę obdarzane co najmniej niechętnym spojrzeniem i kąśliwymi komentarzami.

Sama część edukacyjna to jednak nie wszystko. Bardzo ważna jest też organizacja czasu wolnego kursantów. To właśnie po tej części można zaobserwować nastawienie szkoleniowców do kursantów. Przy dobrych szkoleniach część edukacyjna stanowi zaledwie 30% całkowitej oceny szkolenia (oczywiście moim zdaniem). Reszta należy do części rozrywkowej. Z całą pewnością moje ostatnie szkolenie należy do tych bardzo dobrych ;) Pomijając szczegóły – w życiu nie myślałem, że wezmę udział w karaoke i przy całkowicie obcych ludziach będę śpiewać do mikrofonu. I to dwa dni z rzędu. Pierwsza w życiu gra w kręgle i nowe znajomości dopełniły tylko pozytywnej oceny tego wyjazdu. Brakowało mi tylko jednej rzeczy – czasu na sen ;)

Tak… to było naprawdę dobre szkolenie.

Madagaskar 2 0

Posted on Marzec 14, 2009 by Grzegorz Kamiński

Tekst pierwotnie opublikowany na Wrotach Wyobraźni

madagaskar2_1Pierwsza część “Madagaskaru” nie przypadła mi do gustu. Była, moim skromnym zdaniem, mocno średnia. Owszem, zdarzały jej się ciekawe elementy, ale generalnie bawiłem się kiepsko. I właśnie dlatego nie potrafię sobie wytłumaczyć, co sprawiło że postanowiłem wybrać się do kina na drugą część.

Film rozpoczyna się, gdy Król Lew uczy swojego syna o imieniu Alekei walczyć. Ten, ku jego rozpaczy – woli poświęcać swoją energię na… taniec. Po chwili na ekranie pojawia się zły przeciwnik Króla Lwa – Elvis o wyglądzie puszystego lwa (albo lew o wyglądzie puszystego Elvisa – jak kto woli). Chwila nieuwagi i małe lwiątko zostaje porwane przez kłusowników. Dzielny ojciec biegł dniami i nocami i jedyne co zyskał to przestrzelone ucho.

Tyle retrospekcji, gdyż już po chwili wracamy do naszych bohaterów. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa.

madagaskar2_3Madagaskar 2, w odróżnieniu od swojego poprzednika, nie jest filmem o przygodach grupki przyjaciół. Tym razem dostajemy oddzielnie historię każdego zwierzaka. Obserwujemy więc między innymi rozterki żyrafy czy też naiwność lwa. Dowiadujemy się, że wszystkie zebry są takie same, potrafią to samo i nawet mówią to samo, przez co nikt nie jest wyjątkowy. No, chyba że Marty, ale on ma swoje powody. Czyli mówiąc krótko – klonowanie doskonałe.
Sceny z zebrami warto oglądać dokładnie, gdyż moim skromnym zdaniem są genialne.

Każdy z czwórki zwierzaków, jak wspomniałem wcześniej, ma własną historię splatającą się jednak z historiami reszty przyjaciół. Każda z nich jest pełna zabawnych elementów, ale także i wzruszających (przynajmniej młodego widza).

madagaskar2_2Warto zauważyć, że równie absorbujące i zabawne są epizody ról drugoplanowych. Na szczególną uwagę, jeśli chodzi o rozbawienie widza, zasługuje tutaj Król Julian. Kiedy zaprezentował swoje “gwizdanie” solidarnie, z całą salą kinową, ryknąłem śmiechem. Nie inaczej jednak było przy scenach, w których prym wiodły pingwiny. Osoba od dialogów ma u mnie co najmniej duże piwo.

madagaskar2_4Również ludzie maja swoje miejsce w tej bajce. Rozbudowany został motyw moherowej, krewkiej babci, którą wszyscy powinni pamiętać z pierwszej części filmu. Nie pamiętacie? To przypomnijcie sobie kto sprawił Alexowi lanie. Nie wiem dlaczego, ale widząc tą postać, na myśl przyszły mi nasze “wojowniczki autobusowe”.

Gratulacje należą się również osobie odpowiedzialnej za muzykę. Jak nie lubię elementów śpiewanych w tego typu filmach, tak Hans Zimmer sprawił, że piosenki wykonywane w “Madagaskarze 2″ były przeze mnie słuchane z przyjemnością. Wieczorem złapałem się nawet na tym, że jedną z nich sobie nucę.

“Madagaskar 2″ polecam wszystkim miłośnikom dobrego, niewymagającego kina. Jeśli chcesz się pośmiać – sam, z żoną, dziewczyną, dzieckiem – nawet się nie zastanawiaj tylko kupuj bilet do kina. Możesz się nie bać, że będziesz sam wśród hordy rozwrzeszczanych dzieciaków – na moim seansie dzieci nie stanowiły nawet połowy widzów.

Zdjęcia zostały zaczerpnięte z serwisu FilmWeb.

Wrotowe wspominki 0

Posted on Luty 19, 2009 by Grzegorz Kamiński

Poniżej tekst, który opublikowałem na Wrotach Wyobraźni 8.12.2008 r.

Dwa dni temu Wrota Wyobraźni obchodziły czwartą rocznicę istnienia w sieci. Tym razem po cichu, bez szampana i wspólnej zabawy. Tym razem nie ogłaszaliśmy tego publicznie, nie organizowaliśmy konkursu. Wrota przeszły reorganizację, nie są tym co kiedyś – było by to więc pewnym nietaktem.
Całkiem prywatnie, postanowiłem jednak oddać się wspomnieniom.

Przed sobą mam właśnie otwartego pierwszego newsa, jaki pojawił się w tym serwisie. Napisałem go parę minut po północy 6 grudnia 2004 roku. Ogarniała mnie euforia i wiara w to, że podbijemy internet. Humoru nie psuła mi nawet liczba problemów, jakie mieliśmy przed startem. Mieliśmy zapał, ale kwestie techniczne leżały. Problemy ze znalezieniem kogoś, kto zdecydowałby się na napisanie nam skryptów były głównym powodem opóźnień. Gdy już znalazła się taka osoba – okazało się, że współpraca z nią z pewnych względów nie jest możliwa. Wtedy na mojej drodze stanął Ajfel, który zgodził się na połatanie tego, co mieliśmy już zrobione. Mogliśmy zacząć planować oficjalny start – na kulejącym, łatanym silniku, ale wreszcie w sieci. To chyba wtedy Ajfel postanowił dołączyć do redakcji – na nasze szczęście, bo skrypter był nam potrzebny do istnienia jak woda do życia.

Ustaliliśmy więc datę startu i w sieć poszedł news, który został opublikowany przez serwisy 1k20.net, Nową Gildię, Poltergeista i Valkirię Network. Brzmiał on tak:

W nocy 5/6 grudnia 2004 r. ruszają “Wrota Wyobraźni” – nowy portal internetowy poświęcony szeroko pojętej fantastyce (literatura, film, komiks, sztuka…) oraz grom (fabularnym, bitewnym, karcianym i komputerowym). Redakcję tworzą osoby związane do tej pory z “Action Magiem” – jego działami “AM Fantastyka”, “AM Film”, “AM Opowiadania” oraz fanzinem “RPG Chamber” (partner serwisu 1k20.net i oficjalny patron medialny konwentu Wizkon), a także autorzy niezależni, w większości członkowie Lubelskiego Stowarzyszenia Fantastyki “Cytadela Syriusza” (organizator Falkonu). Celem “Wrót Wyobraźni” jest propagowanie fantastyki, poszerzanie wiedzy o niej (poprzez artykuły tematyczne, informacje o nowościach wydawniczych, itd.) oraz umożliwienie fanom wymiany poglądów i doświadczeń za pomocą działającego już od kilku miesięcy forum. Pierwszym partnerem nowego serwisu została redakcja pisma “Światy Możliwe”

Czas euforii nie trwał jednak długo. Dosyć szybko nastąpił pierwszy zgrzyt – z LSF “Cytadela Syriusza”. Skutkiem kłótni był rozłam w redakcji – część osób odeszła z zamiarem założenia własnego serwisu (dzisiaj znaleźć go można w sieci pod nazwą Paradoks. Czy żałowałem tego? Przez długi czas – nie. Opamiętanie przyszło dużo, dużo później. Dzisiaj, po tych paru latach, mogę z czystym sercem powiedzieć, że to była głupota. Prywatne animozje i chore ambicje sprawiły, że straciliśmy dobrych redaktorów, jednocześnie hamując rozwój serwisu. Nie obyło się również bez kłótni o prawa autorskie… a raczej o ich łamanie. Trwaliśmy jednak i staraliśmy się rozwijać.

Nowa fala euforii przyszedł, kiedy uruchomione zostały Wrota Wyobraźni v2. Nowe skrypty, w całości przygotowane przez Ajfla dodały nam sił. Pracowaliśmy wtedy ze zdwojoną siłą.
Oczywiście – zdarzały się odstępy od reguły. Pewnie wszyscy ówcześni redaktorzy pamiętają moje zaganianie do pracy, przypominanie o umieszczaniu newsów, itp. To był jednak normalny rytm pracy. Właśnie – pracy. Tak zawsze traktowałem swoje obowiązki. Pomimo tego, że nie dostawałem wynagrodzenia, uznawałem jednak że zobowiązałem się do czegoś przyjmując obowiązki i starałem się wypełniać je tak dobrze, jak tylko mogłem.

Kiedy to wszystko zaczęło się psuć? Myślę, że w marcu 2006 roku, kiedy to przez błąd oprogramowania straciliśmy bazę danych forum. Nietety nie udało się już jej przywrócić, Jedyne, co udało nam się odzyskać, to baza z końca roku 2005. To podłamało morale redakcji. O zniechęceniu użytkowników nawet nie wspominam. Rozwój forum został zastopowany.

Myślę, że nie bez znaczenia była również śmierć jednego z naszych redaktorów. Cenionego i lubianego przez wszystkich “Melona”. Długo nie mogliśmy się pozbierać, news z informacją o pogrzebie był chyba najczęściej wyświetlaną informacją przez wszystkie te lata.

W grudniu 2006 roku, dwa tygodnie po drugiej rocznicy istnienia serwisu zrzekłem się stanowiska rednacza. Dlaczego? W zasadzie z kilku powodów. Dla redakcji moje marudzenie nie miało już żadnego znaczenia, ja miałem dość użerania się z ludźmi, samodzielnej pracy. Podporą dla mnie przez cały ten czas, osobą do pracy której  nigdy nie miałem zastrzeżeń był Żucho – najlepszy v-ce rednacz, jakiego można sobie wyobrazić. To było jednak za mało. Natłok obowiązków w życiu codziennym przyspieszył moją decyzję i stanowisko rednacza objął Ajfel. Udało mu się wykrzesać z ludzi kolejną porcję entuzjazmu. Dodatkowo wtajemniczył nas w plany silnika trzeciej wersji Wrót (po przejściu na Wordpressa plany te zostały zarzucone).  Osobiście byłem jednak dalej zniechęcony. Zakończyło się to moim przejście do Poltera. Długo tam nie zabawiłem – tęsknota za Wrotami była zbyt silna. Powróciłem i zostałem przyjęty z otwartymi ramionami. Wtedy WW zacząłem traktować tak, jak powinienem od samego początku – jak zabawę, coś co ma sprawiać przyjemność zarówno odwiedzającym, redakcji, jak i mi.

Czas jednak mijał i wszyscy zaczęliśmy odczuwać, że mamy coraz mniej czasu na prowadzenie serwisu. Lat nam nie ubywało – kończyliśmy szkoły, studia, rozpoczynaliśmy pracę. W lipcu tego roku stwierdziliśmy, że czas na zmiany. Rozstaliśmy się z dużą częścią redakcji – zostało nas tylko kilka osób. Zostali Ci, których sentyment do tego serwisu był tak duży, że nie chcieli się z nim rozstawać. Zmieniliśmy serwis na bloga, jednakże tematycznie zgodnego z oryginalnymi Wrotami Wyobraźni.

Czasu, jaki poświęciłem na ten serwis nie żałuję. Przez ponad 3 i pół roku jego istnienia opublikowanych zostało 975 artykułów oraz 7500 newsów. Dla jednych będzie to mała liczba, dla innych duża – dla mnie jest w sam raz. Opublikowaliśmy tyle, ile powinniśmy. Dzisiaj, z czystym sumieniem stwierdzam że jestem zadowolony z tych lat. Mam nadzieję, że wśród naszych czytelników znajdzie się chociaż garstka osób zadowolonych tak samo jak ja.

Nie taka Warszawa straszna 0

Posted on Styczeń 22, 2009 by Grzegorz Kamiński

We wtorek odwiedziłem naszą stolicę. Nie bywam w niej zbyt często, pomimo tego że planowałem kiedyś przenieść się tam na stałe. Tym razem skusiło mnie szkolenie organizowane przez HP a dotyczące serwerów w technologii blade.

Co prawda transport z Lublina dowiózł mnie tylko pod stację metra “Politechnika”, ale… nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Przynajmniej mogłem pierwszy raz spróbować podróży środkiem transporty, którego w Lublinie nie uświadczymy jeszcze przez wiele lat (jeśli w ogóle).

Kilka minut i byłem już na stacji docelowej – “Służew”. Stąd na miejsce docelowe, czyli ul. Szturmową czekał mnie krótki spacer. Ciężko obserwuje się otoczenie, starając się nie przeoczyć drogi, w którą miało się skręcić. Coś jednak udało się zaobserwować. Doszedłem do wniosku, że dzielnice oddalone od centrum praktycznie wcale nie różnią się od tych znanych z rodzinnego miasta. Może to dziwne, ale nie czułem się obco.

Laboratorium Rozwiązań Systemowych HP to dosyć ciekawe miejsce. Miałem możliwość poobserwowania sobie wspomnianych wcześniej serwerów w przeróżnych konfiguracjach. Wysłuchałem informacji odnośnie rozwiązań technicznych, zapoznałem się ze specyfikacją sprzętu a także mogłem na żywo zobaczyć jak zarządzać tymi serwerami za pomocą HP Inside Control Environment. Muszę przyznać HP, że ich produkt zrobił na mnie pozytywne wrażenie.

Również sama organizacja szkolenia zasługuje na pochwałę. Wspomnę tu chociażby o cateringu. Nie dość, że przez całe szkolenie można było w dowolnym momencie robić sobie kawę/herbatę, czy też podjadać ciastka, to zaserwowany nam obiad sprawił, że do powrotu do Lublina (czyli jakieś 6 godzin później) nie myślałem nawet o jedzeniu. Dodatkowo podeszli zabawnie do sprawy obecności na szkoleniu – każdy uczestnik dostał dyplom :)

Droga powrotna do centrum, gdzie miałem spotkać się z ludźmi z którymi przyjechałem do Warszawy, upłynęła mi jeszcze szybciej. Niestety – o godzinie 16 zrobiło się już szaro i brzydko. Byłem jednak świadkiem zabawnej sytuacji ucieczki pieszego przed policjantem. Najpierw chłopak nie reagował zbytnio na wołanie policjanta – “to nie mnie woła” można było wyczytać z twarzy (ale jednocześnie oglądał się na policjanta i oceniał odległość) aż w końcu postanowił sprintem przebyć drogę do dworca PKP.

W drodze na Mysią, gdzie czekał na mnie samochód, mogłem przekonać się jeszcze ile osób chce pieniędzy. Raz byli to młodzi ludzie zbierający na powrót do domu, innym razem “mnich” sprzedający książki. Nie, żeby w Lublinie tego nie było, ale chyba jednak na mniejszą skalę. O nieustannie śmieszącej mnie palmie – nawet nie wspomnę.

Do Lublina wróciłem o 20 – żeby było śmiesznie to nawet nie zmęczony (pomimo 15 godzin “w podróży”). To właśnie wtedy zdarzyło się coś, co sprawiło że cały dzień zakończyłem śmiechem. Po odpaleniu onetu dowiedziałem się, że niedługo po moim wyjeździe z Warszawy – zamaskowany sprawca okradł bank. No kurczę… tylko mnie zabraknie i już bajzel w stolicy ;)

Święta, święta i po świętach 2

Posted on Grudzień 31, 2008 by Grzegorz Kamiński

Na tegoroczne święta czekałem z niecierpliwością. Te parę dni wolnego nastrajało mnie optymistycznie. Miałem nadrobić zaległości książkowe, napisać parę artykułów i wreszcie odespać. Los chciał jednak inaczej i  swój plan wykonałem zaledwie w około 20%. Czyli udało mi się zacząć pisać artykuł oraz zacząć czytać książkę.

Trochę więcej, niż początkowo planowałem, spędziłem czasu z rodziną świętując. Powiem szczerze, że wcale tego nie żałuję. Spotkania z rodzinką były naprawdę przyjemne i chętnie bym je powtórzył. Porozmawialiśmy, pośmialiśmy się, powspominaliśmy i posłuchaliśmy opowiadań. Czas minął mi naprawdę szybko i zanim się spostrzegłem trzeba było kończyć świętowanie.

Pomimo świąt, miałem co robić. Przede wszystkim czekała mnie zabawa z instalacją i dostosowaniem WordPressa do potrzeb Lubelskiego Serwisu Akwarystycznego. Trzeba było przenieść wszystkie artykuły, galerie, dodać nowe. To zajęło trochę czasu. Dodatkowo natrafiłem na problem  z integracją WordPressa i Simple Machines Forum. Problem, którego rozwiązania dalej szukam… Przy tej okazji udało mi się od razu zmienić swoją własną stronę, czego efekty chyba widać.

Do artykułu udało mi się siąść jeszcze w święta. Tekst o krewetkach karłowatych miałem wspomóc książkami biologicznymi, jednak okazało się, że ciężko w nich cokolwiek na ten temat znaleźć. Gdybym chciał pisać o raku – nie ma problemu, ale krewetki? Zacząłem więc szukać informacji po stronach angielskojęzycznych. Efekty już niedługo, mam nadzieję.

Całe szczęście – jeszcze nie zwariowałem i pozwoliłem sobie na trochę luzu. Zacząłem czytać “Grę o Tron” Martina (przemyślenia już niedługo na Wrotach Wyobraźni) oraz grałem w grę komputerową “Wiedźmin”. Ba.. przeszedłem grę i nie żałuję ani chwili z poświęconego na nią czasu.

Wszystko to sprawiło jednak, że spać chodziłem codziennie, grubo po północy. Wiem, że nie jest to taka straszna pora, ale mój organizm jakiś czas temu zaczął domagać się większej ilości snu. Na razie musi mu jednak wystarczyć to, co ode mnie dostaje. Zwłaszcza, że z racji sylwestra dzisiaj również raczej się nie wyśpię.

Z rzeczy innych – w galerii pojawiły się daw nowe zdjęcia. Wyjątkowo kiepskie według mnie i coś mi się wydaje, że jeszcze trochę nad nimi posiedzę.

Korzystając z okazji – wszystkim czytającym życzę udanego sylwestra. Do Nowego Roku ;)

Czas zacząć 0

Posted on Grudzień 26, 2008 by Grzegorz Kamiński

W tym miejscu do tej pory znaleźć można było moją skromną galerię zdjęć. Od momentu wykupienia miejsca na serwerze planowałem umieszczenie tutaj własnej strony. Z braku koncepcji zatrzymałem się jednak na galerii.
W końcu pojawiła się jednak wstępna koncepcja, potrzeba było tylko czasu. Dzisiaj, w przerwie między innymi zajęciami, znalazłem go trochę i zmiany się dokonały.

Prawdopodobnie wygląd strony będzie się jeszcze zmieniał. Ten,  po jakimś czasie znudzi mi się, postanowię trochę coś zmodyfikować, itp. Strona powinna jednak już pozostać na swoim miejscu.
Będzie tu można poczytać trochę moich przemyśleń, wydarzeń z życia wziętych i tym podobnych rzeczy.

Co tu się na pewno nie znajdzie – nie będzie notek na temat filmów czy gier planszowych – te zamieszczam na Wrotach Wyobraźni, artykułów akwarystycznych (chociaż jakieś notki tematyczne powinny się pojawić) – tych szukajcie w Lubelskim Serwisie Akwarystycznym.

Pierwsze teksty już niebawem, a tymczasem pomimo świąt – wracam pracować ;)



↑ Top