Grzegorz Kamiński

Wyobraźnia nie może nas ograniczać

Nauki przedmałżeńskie

1

Nasłuchałem się opowieści znajomych o tym co dzieje się na naukach przedmałżeńskich i uznałem je za stratę czasu. Z tego powodu myśl, że muszę się na nie zgłosić jakoś nie nastrajała mnie pozytywnie. Aby zaoszczędzić czasu i uczęszczać na nauki razem z narzeczoną zdecydowałem się na płatne nauki przyspieszone. Rozwiązanie, wydawałoby się, idealne – dwa weekendy i po wszystkim. Na dodatek pewnie będzie jak na innych naukach – szybko i bezboleśnie.
Jakież było moje zdziwienie, gdy w sali w której miały odbyć się nauki, zebrało się ponad 50 osób. Jeszcze większym zdziwieniem było dla mnie to, że nie mogę liczyć na wcześniejsze zakończenie kursu – prowadzący naprawdę chcieli nam przekazać swoją wiedzę.

Na początku było dziwnie – przedstawianie się, jak w grupie AA, dzielenie na zespoły, prace domowe 😉 i dyskusje. Szybko jednak się wciągnąłem i zacząłem z tych nauk korzystać. Dokładnie – korzystać. To, czego dowiedziałem się (do tej pory) zarówno od księży, jak i od osoby świeckiej dało mi trochę do myślenie i rozjaśniło pewne kwestie. Osoby prowadzące nie próbowały unikać ciężkich tematów a wręcz zachęcały d0 dyskusji. Poruszyliśmy zatem, między innymi, temat „cenników” w różnych parafiach. Jak łatwo można się domyśleć – dyskusja była burzliwa.

Przez te dwa dni spotkałem kilkadziesiąt osób, o całkowicie różnych charakterach i poglądach. Pomimo tego, że na początku większość jasno dawała do zrozumienia, że przyszła tu tylko po podpis to z późniejszych dyskusji wynika, że ich nastawienie zmieniło się. Myślę, że tak samo jak ja – chętnie przyjdą na dwa kolejne dni spotkań. Tak, moje nastawienie zmieniło się. Jestem zadowolony z tego, że nauki przedmałżeńskie są obowiązkowe i że nie biegam po różnych parafiach aby zdobyć podpisy, tylko poszedłem na te wyjątkowe nauki. Mówiąc szczerze – nawet żałuję, że trwają tak krótko. Gdyby trwały ten weekend dłużej udałoby się zapewne poruszyć jeszcze więcej interesujących, dla narzeczonych, tematów.

One Comment

  1. ktosiek

    Popieram, my też mieliśmy podobne, na Kul-u. Trwały 2 miesiące, co tydzień spotkanie około 2 godzin + dwa spotkania w poradni i dwa wykłady. Nie żałujemy, a jakbyśmy poszli do parafii to naprawdę byłaby to strata czasu.
    Pozdrawiamy Asia i Marcin.

    Odpowiedz

So, what do you think ?