Monthly Archives: Marzec 2009
Góry moja miłość
Odnosząc się do tytułu, to żeby być uczciwym, muszę dodać że druga ![]()
Ostatnie trzy dni spędziłem w Bieszczadach. Czasów na spacery było tyle, co kot napłakał, ale wystarczyło by poczuć tą wspaniałą atmosferę. Już w trakcie drogi widok pierwszych „pagórków” podziałał na mnie strasznie uspokajająco. Nic dziwnego, że nie mogłem oderwać od nich wzroku. Sam pobyt w górach pozwolił mi na przypomnienie sobie dlaczego tak chętnie do nich wracam. Pomijając oczywiście wrażenia estetyczne – góry pozwalają mi podładować akumulatory, wyciszyć się, odpocząć. To jedyne miejsce, w którym ciągle czuję wpływ przyrody na nasze życie. Tylko tam jest ona tak wszechobecna i majestatyczna.
Znowu wróciła mi chęć przeprowadzki. Tylko, czy gdybym zamieszkał wśród szczytów, dalej tak bym je postrzegał? Czy też zatęskniłbym za nizinami lub, o zgrozo, za morzem? Czy krajobraz morski, który teraz jest dla mnie monotonny, stałby się wtedy wytchnieniem? Mam nadzieję, że nie. Żeby żyć w górach, naprawdę trzeba czuć to przyciąganie. To, które sprawia że za każdym razem coraz trudniej jest mi wyjeżdżać. Stwierdziłem nawet, że idealna sceneria dla mnie, to domek w górach, dobre łącze do telepracy i kochająca kobieta przy moim boku.
No cóż… może kiedyś uda się ten domek w górach kupić
Tymczasem dorzuciłem do galerii kilka zdjęć z ostatniego wypadu w okolice Soliny. Na dniach powinny pojawić się kolejne fotki.
Szkolenia dobre i złe
Szkolenia generalnie dzielą się na dobre i złe. Pierwsze skojarzenie przy tego typu podziałach to ilość wiedzy, jaka została nam przekazana. Nie oszukujmy się jednak, to nie jest wiarygodne źródło oceny. Nie ważne jak dobry jest wykładowca, to jakby się nie starał nie przeskoczy ograniczeń kursanta. Śmieszy mnie z tego powodu podejście osób, które jadąc na szkolenie wymagają od wykładowcy wtłoczenia im do głowy wszelkiej wiedzy – tego, czego sami nie byli w stanie nauczyć się przez kilka tygodni. Nie w tym jednak rzecz – wykładowca ma rozjaśnić wątpliwości, podać ciekawostki, zainteresować tematem. Na tym jednak jego rola się kończy. Czasami zdarzają się jednak na szkoleniu jednostki, które nie pozwalają prowadzącemu nawet na to. Zadają setki pytań, nie do końca związanych z tematem przewodnim szkolenia. Pytania, na które odpowiedzi nie przyniosą grupie żadnych korzyści. Takie, które są budowane ściśle pod określone jednostki. Uwierzcie mi – takie osoby mogą być zmorą każdego szkolenia i dosyć szybko są przez całą grupę obdarzane co najmniej niechętnym spojrzeniem i kąśliwymi komentarzami.
Sama część edukacyjna to jednak nie wszystko. Bardzo ważna jest też organizacja czasu wolnego kursantów. To właśnie po tej części można zaobserwować nastawienie szkoleniowców do kursantów. Przy dobrych szkoleniach część edukacyjna stanowi zaledwie 30% całkowitej oceny szkolenia (oczywiście moim zdaniem). Reszta należy do części rozrywkowej. Z całą pewnością moje ostatnie szkolenie należy do tych bardzo dobrych
Pomijając szczegóły – w życiu nie myślałem, że wezmę udział w karaoke i przy całkowicie obcych ludziach będę śpiewać do mikrofonu. I to dwa dni z rzędu. Pierwsza w życiu gra w kręgle i nowe znajomości dopełniły tylko pozytywnej oceny tego wyjazdu. Brakowało mi tylko jednej rzeczy – czasu na sen
Tak… to było naprawdę dobre szkolenie.
Madagaskar 2
Tekst pierwotnie opublikowany na Wrotach Wyobraźni
Pierwsza część „Madagaskaru” nie przypadła mi do gustu. Była, moim skromnym zdaniem, mocno średnia. Owszem, zdarzały jej się ciekawe elementy, ale generalnie bawiłem się kiepsko. I właśnie dlatego nie potrafię sobie wytłumaczyć, co sprawiło że postanowiłem wybrać się do kina na drugą część.
Film rozpoczyna się, gdy Król Lew uczy swojego syna o imieniu Alekei walczyć. Ten, ku jego rozpaczy – woli poświęcać swoją energię na… taniec. Po chwili na ekranie pojawia się zły przeciwnik Króla Lwa – Elvis o wyglądzie puszystego lwa (albo lew o wyglądzie puszystego Elvisa – jak kto woli). Chwila nieuwagi i małe lwiątko zostaje porwane przez kłusowników. Dzielny ojciec biegł dniami i nocami i jedyne co zyskał to przestrzelone ucho.
Tyle retrospekcji, gdyż już po chwili wracamy do naszych bohaterów. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa.
Madagaskar 2, w odróżnieniu od swojego poprzednika, nie jest filmem o przygodach grupki przyjaciół. Tym razem dostajemy oddzielnie historię każdego zwierzaka. Obserwujemy więc między innymi rozterki żyrafy czy też naiwność lwa. Dowiadujemy się, że wszystkie zebry są takie same, potrafią to samo i nawet mówią to samo, przez co nikt nie jest wyjątkowy. No, chyba że Marty, ale on ma swoje powody. Czyli mówiąc krótko – klonowanie doskonałe.
Sceny z zebrami warto oglądać dokładnie, gdyż moim skromnym zdaniem są genialne.
Każdy z czwórki zwierzaków, jak wspomniałem wcześniej, ma własną historię splatającą się jednak z historiami reszty przyjaciół. Każda z nich jest pełna zabawnych elementów, ale także i wzruszających (przynajmniej młodego widza).
Warto zauważyć, że równie absorbujące i zabawne są epizody ról drugoplanowych. Na szczególną uwagę, jeśli chodzi o rozbawienie widza, zasługuje tutaj Król Julian. Kiedy zaprezentował swoje „gwizdanie” solidarnie, z całą salą kinową, ryknąłem śmiechem. Nie inaczej jednak było przy scenach, w których prym wiodły pingwiny. Osoba od dialogów ma u mnie co najmniej duże piwo.
Również ludzie maja swoje miejsce w tej bajce. Rozbudowany został motyw moherowej, krewkiej babci, którą wszyscy powinni pamiętać z pierwszej części filmu. Nie pamiętacie? To przypomnijcie sobie kto sprawił Alexowi lanie. Nie wiem dlaczego, ale widząc tą postać, na myśl przyszły mi nasze „wojowniczki autobusowe”.
Gratulacje należą się również osobie odpowiedzialnej za muzykę. Jak nie lubię elementów śpiewanych w tego typu filmach, tak Hans Zimmer sprawił, że piosenki wykonywane w „Madagaskarze 2″ były przeze mnie słuchane z przyjemnością. Wieczorem złapałem się nawet na tym, że jedną z nich sobie nucę.
„Madagaskar 2″ polecam wszystkim miłośnikom dobrego, niewymagającego kina. Jeśli chcesz się pośmiać – sam, z żoną, dziewczyną, dzieckiem – nawet się nie zastanawiaj tylko kupuj bilet do kina. Możesz się nie bać, że będziesz sam wśród hordy rozwrzeszczanych dzieciaków – na moim seansie dzieci nie stanowiły nawet połowy widzów.
Zdjęcia zostały zaczerpnięte z serwisu FilmWeb.





